Leszek Knaflewski. Stoisz na moim miejscu
   

26.02 – 05.04.2013

Leszek Knaflewski. Stoisz na moim miejscu
   

26.02 – 05.04.2013

Info

obiekty / instalacje / wideo

Knaflewski jako Knaf, artysta i pedagog. Kształcenie i kształtowanie. Linijka i pięciolinia jako metafory dwóch systemów kształcenia – ogólnego i artystycznego.

 

 

 

 

O wystawie

„Chodzi zatem o kształtowanie. (…) W latach 90. Knaf kształtował (hodując korzenie, pozwalając im wzrosnąć w symboliczne formy) życie, dla którego korzenie były awatarami. Po narodzinach sobowtóra [Knaf] artysta koncentruje się na kształtowaniu siebie samego, ale ma to ścisłe powiązanie z pracą nauczyciela i wychowawcy artystów. Co jest znamienne i fascynujące w aktywności Knaflewskiego, to ścisłe połączenie pracy artystycznej z pedagogiczną. Być może moment tego połączenia nastąpił, gdy artysta poddał analizie i krytyce pewne modele przywództwa charakterystyczne dla kultury i społeczeństwa polskiego.

Również Knaf/lewski na mocy instytucjonalnego autorytetu znajduje się w pozycji mistrza, czyli w pozycji podmiotu, o którym ‚przypuszcza się, że wie’, a co więcej oczekuje się, że będzie funkcjonował jakby wiedział (nauczał, robił korekty i oceniał). Knaf bez wahania odrzuca ten rodzaj autorytetu, obnaża siebie jako podmiot poddany temu, co nieświadome – jego impulsom i popędom, jego ‚wiedzy’, ktora jest absolutną niewiedzą. A zatem obnaża siebie jako podmiot, który nie wie (Zna go ch… i tylko ch.. wie, jaki on jest – a zatem nikt).

Jak działa urządzenie współczesnej pedagogii? Knaflewski odrzuca kształtowanie człowieka do ślepego i bezkrytycznego posłuszeństwa wobec autorytetu, o niemalże wyłącznie instytucjonalnym charakterze i pozbawionego weryfikacji.

Knaf może być wzorem, a studenci mogą być awatarami dla tego wzorca z dwóch powodów: po pierwsze ze względu na to, że Knaf obwieszcza i uznaje swoją równość z nimi w niewiedzy, a po drugie dlatego, że dysponuje praktyką, którą może się z nimi podzielić. Relacja nauczyciel-uczeń, czy jak można to inaczej ująć, wzór-awatar musi zdaniem Knaflewskiego w pierwszej kolejności zostać uwolniona spod rygoru instytucjonalnego autorytetu, czy też raczej autorytet instytucjonalny musi stać się autentyczny.

W filmie Stoisz na moim miejscu (2010) Knaf proponuje widzom, by stanęli na jego miejscu, stali się jego awatarami w dziele samokształtowania.”

– z tekstu Jarosława Lubiaka

Prace

Sit Down and Fight
obiekt / wideo, 2013

Stoisz na moim miejscu
wideo, 2010

Full Screen
obiekt / wideo, 2011

Preface
wideo, 2011

Cement
obiekt / wideo, 2008

Złap F.
wideo, 2008

Wydarzenia towarzyszące

Artist Talk w środę, 27.02.2013, 17:00

Leszek Knaflewski – In Memoriam

Teksty powstałe z okazji wystawy Stoisz na moim miejscu Leszka Knaflewskiego, przygotowanej w Centrum Sztuki WRO (26.02 – 05.04.2014) 

Kama Wróbel

Stoisz na moim miejscu Leszka Knaflewskiego w Centrum Sztuki WRO

Jeszcze przez kilka dni we wrocławskim Centrum Sztuki WRO można oglądać wystawę pt. Stoisz na moim miejscu, która – o czym dobrze wspomnieć – jest jedną z ostatnich, zorganizowanych we WRO ekspozycji przed zbliżającą się 15. edycją Międzynarodowego Biennale Sztuki Mediów. Tym razem we Wrocławiu szerszej publiczności zaprezentowany został projekt poznańskiego artysty Leszka Knaflewskiego.

Już na wstępie warto zaznaczyć, że wystawa ta – w moim odczuciu – jest inna niż te, do których w ostatnim czasie przyzwyczaiło nas Centrum Sztuki WRO – w kontekście zaaranżowania przestrzeni, kojarzy się bowiem z odległymi już projektami, takimi jak m.in. Piotr Wyrzykowski: Peter Style (2008), Niewidzialna historia Tibora Szemző (2008), Orphics Edwarda Zajeca (2008), czy nawet Jetzt, Mirosława Bałki (2008). Przestrzeń ekspozycyjna jest tu otwarta, czysta, wolna od interaktywnych obiektów, nie posiada wymuszających określoną kolejność oglądania podziałów, przez co od pierwszego momentu wystawa działa na nas całościowo. I trzeba przyznać, że początkowo rodzi się w nas pewne wrażenie pustki czy też niedomknięcia, co jednak – gdy uświadomimy sobie, że każda z zaprezentowanych prac ma bardzo silne autonomiczne pole oddziaływania – szybko mija. Wydaje się, że tak jak według koncepcji artystycznej funkcjonującej w obrębie Koła Klipsa [1], którego Leszek Knaflewski w latach 1983-1990 był członkiem, również w Centrum Sztuki WRO ekspozycja została pomyślana, jako obszar kreacyjny – w sposób stricte artystyczny, bardziej indywidualny, dostosowany do konkretnej przestrzeni, czy też wykorzystujący specyfikę miejsca autonomiczny projekt.

W informacji zawartej w zapowiedziach do wystawy, oprócz fragmentu tekstu Jarosławia Lubiaka, znalazła się także krótka notka o następującym brzmieniu: „Leszek Knaflewski, jako Knaf, artysta i pedagog. Kształcenie i kształtowanie. Linijka i pięciolinia jako metafory dwóch systemów kształcenia – ogólnego i artystycznego” [2], która dość enigmatyczna i chwilami niezrozumiała, w rzeczywistości pełniła rolę klucza umożliwiającego prawidłowe odczytanie sensu wystawy. A ta jest wielopłaszczyznowa, gdyż zaprezentowane w jej ramach realizacje, pochodzą z różnych okresów twórczości Knaflewskiego, przez co sytuowane są w nieco odmiennych kontekstach. Zestawienie ich w obrębie jednej wystawy zatem, pozwala na zbudowanie nowej jakości interpretacyjnej, jak i daje możliwość prześledzenia rozwijającej się myśli artystycznej twórcy. Można także pokusić się o stwierdzenie, że Stoisz na moim miejscu – pomimo chwilami humorystycznego zabarwienia – tak na dobrą sprawę jest wystawą poważną i odsłaniającą dużo krytycznych, czy też mrocznych aspektów życia artystycznego, analizując zarówno proces edukacji, jak i etap sceniczny. Czy wobec tego można uznać, że za pomocą zaprezentowanych w Centrum Sztuki WRO realizacji, artysta odkrywa przed nami swoje myśli, wątpliwości i analizy?

W ramach wystawy zaprezentowano sześć prac: Full Screen  (obiekt/wideo, 2011), Preface (wideo, 2011), Stoisz na moim miejscu (wideo, 2010), Cement (obiekt/wideo, 2008), Sit Down and Fight (obiekt/wideo, 2013) i Złap F (wideo, 2008), w których artysta wypowiada się zarówno jako twórca, jak i pedagog. Zanim jednak przejdziemy do części zasadniczej, warto jest uzmysłowić sobie, że zagadnienia związane z kwestią kształtowania czy nauczania nie towarzyszyły Knaflewskiemu od zawsze. Można uznać, że w zasadzie dzięki samym studentom, artysta spojrzał w zupełnie innym kierunku na aktywność twórczą. Uznaje się, że tak na dobrą sprawę, to dzięki propozycji młodych adeptów sztuki, którzy w 2003 roku zaproponowali swemu profesorowi wykonanie pracy o temacie Dobry artysta to martwy artysta, w postawie, sposobie myślenia oraz formie kreacji Leszka Knaflewskiego dokonała się prawdziwa rewolucja czy też przewartościowanie. Można zaryzykować nawet stwierdzenie, że artysta faktycznie umarł. Dlatego też w kontekście rozumienia aktualnej twórczości Knaflewskiego bardzo istotnym jest motyw awatara/sobowtóra, którego pojawienie przyjmuje się właśnie na czas powstawania pierwszej w historii artysty pracy filmowej pt. Dobry artysta to martwy artysta (2003). „Narodzenie sobowtóra oznacza przeorientowanie twórczości – jej materią nie jest już, jak wcześniej ożywiona materia. Teraz materią staje się samo życie, a co więcej życie własne artysty. Dlatego też sobowtór jest konieczny – w nim i przez niego materia własnego życia może być formowana” [3]. Problem ten został zaakcentowany na szczecińskiej wystawie pt. Skrzyżowania przeciwko rondom (2008), w której Knaf zaprezentował siebie przy użyciu wykreowanych postaci – czy też awatarów. Dwie z eksponowanych w Szczecinie prac można oglądać także w Centrum Sztuki WRO – wideo Złap F (2008) oraz obiekt Cement (2008). I szczególnie ta druga, poprzez swoją pełnoplastyczność oraz pełnowymiarowość, działa na widza w stosunkowo dosadny sposób. Do złudzenia przypomina bowiem żywego człowieka, ukazanego w roli skazańca, więźnia, czy będącej w potrzasku ofiary porwania. W sugestywny sposób zobrazowana pochylona lekko postać, mając skorumpowane sznurami dłonie, zakrytą workiem głowę i przywiązane do krzesła nogi, kojarzy się nam ze zniewoleniem. Ale czego lub też kogo? Na to pytanie odpowiedź znajduje się w odtwarzanym zapisie wideo, który emitowany jest na umieszczonym na wysokości krocza ekranie. Widzimy tu „przesłonięte papierową maską nagie krocze. W masce wycięty jest otwór na usta, tak jakby snuła ona jakąś opowieść i to w dodatku do mikrofonu umieszczonego między nogami. Powstaje tu sugestia, że libidinalne popędy których residuum zdają się być genitalna, dochodzą do głowy, ale tylko w zamaskowanej postaci. Postać znajduje się w potrzasku swoich popędów, gdyż te mogą zostać wyrażone tylko w bardzo ograniczonym stopniu – z mikrofonu umieszczonego przed kroczem nie dobiega żaden dźwięk. Targające nami libido nie ma treści” [4]. Być może więc wymowa tej pracy odnosi się do obawy przed twórczą niemocą i związanym z nią poczuciem bezradności. Z motywem fallicznym łączy się także wideo Preface (2011), które zbudowane zostało na zasadzie dość statycznego performansu dokamerowego. W pracy tej artysta do zbudowania narracji posługuje się umieszczonym na linii krocza sztucznym członkiem, który – utożsamiony z instrumentem – w symboliczny sposób odtwarza dziesięć kawałków taśm magnetofonowych z utworami, których treść układa się w spójną, rewolucyjną całość: Children of the Revolution (T-Rex), Burning Down the House (Talking Heads), Low Self Opinion (Rolling Band), Gimmie Danger (The Stooges), Problems (Sex Pistols), Back in Black (AC/DC), Know Your Enemy (Range Against the Machine), It’s You (PJ Harvy). Jako dziewiąty utwór pojawia się sentencja Krishny, „Who am I”, a dziesiąta taśma się nie odtwarza. Ale to nie sprawia problemu – Knaflewski uznaje, że „Chuj wie”. Wideo rozpoczyna się od istotnych w kontekście przekazu pracy słów: „To ja. To on. On wie wszystko. On mnie zna”, co oznacza, że owy penis w metaforyczny sposób określa najgłębszą wiedzę o samym sobie, często jeszcze nieodkrytą, często niemogącą do końca wybrzmieć. Jarosław Lubiak przywołuje tu Jacquesa Lacana, za którym można przyjąć, że – jak pisze: „Można tym samym powiedzieć, że Knaf obnaża symboliczną funkcję penisa, a zatem funkcję, którą za Jacquesem Lacanem można by nazwać falliczną. Knaf nie tylko stwierdza omnipotencję organu sprawującego te funkcje („On wie wszystko”), ale co więcej odkrywa swoją podległość wobec niej („On mnie zna”). Prawda, którą artysta obnaża, rozgrywa się zatem między wszechwiedzą, a wiedzą o nim” [5].

Inną, równie interesującą pracą jest instalacja przestrzenna pt. Full Screen (2011), która tak naprawdę składa się z dwóch realizacji: This is the Soundtrack (wideo, 2011) i Full Screen (obiekt, 2011). Jest to wielkiej skali, wykonany z aluminium, pusty wewnątrz sześcian o najeżonych spiczastymi kolcami krawędziach. I faktycznie, początkowo realizacja ta niewiele nam mówi, intuicyjnie kojarząc się bardziej z czymś groźnym, napastliwym, czy też z wymyślnym narzędziem tortur. W zestawieniu jednak z wyświetlanym obok wideo i po głębszej analizie zauważamy, że aluminiowe kolce mają zachowany charakterystyczny rytm, co prowadzi nas do graficznego zapisu pięciolinii. I jak słusznie zauważa Lubiak, obiekt ten „odtwarza wielkość pokoju do nauki muzyki, jaki można spotkać w szkołach (wzorem jest jedna z podstawowych szkół muzycznych w Poznaniu), aluzją do muzyki jest to, że bolce sygnalizują pięciolinię. Tak, jakby pięciolinia – ten ruszt zachodniej muzyki – miał wbić się w psychikę, a może nawet ciało ucznia” [6]. Dookreślające wymowę obiektu przestrzennego wideo ukazuje nam miotany spazmatycznymi, dynamicznymi i niekontrolowanymi ruchami kabel zakończony mikrofonem. Przyglądając się pracy dłuższy czas, można odnieść wrażenie, że mikrofon ten za wszelką cenę pragnie wyzwolić się, uciec – co chwilami, lecz nie na długo – mu się udaje. Jest to kolejna metafora kulejącego i opresyjnego systemu kształcenia, który beznamiętnie i czasami w okrutny sposób wdraża młodym odgórnie ustalone założenia programowe. Jest to opowieść o traumie, jaka dotyka uczniów w procesie kształcenia, szczególnie przedmiotów stricte praktycznych. Trafnie opisuje to Małgorzata Ludwisiak: „Nadmierna ilość prób i treningów oraz presja płynąca od niespełnionych nauczycieli i rodziców prowadzi do powstania blokad psychofizycznych, które prowadzą do znienawidzenia i zaniechania uprawiania wybranej dyscypliny. Artysta włącza się w swoim najnowszym projekcie w dyskusję nad współczesnym systemem kształcenia na uczelniach artystycznych, dogłębnie analizując jego mechanizmy. Proponuje refleksję nad szczególnym polem edukacyjnym, jakim jest kształcenie artystyczne, wymagające od uczniów wyjątkowych zdolności, które – jeśli zostaną umiejętnie wydobyte – przekształcają ich w artystów. Proces ten jednak, podobnie jak inne, może przybrać formę nacisku i presji” [7].

Wystawa ta jest więc wielowymiarową analizą pozycji, powinności i specyfiki aktu twórczego artysty i pedagoga. Knaflewski w jaskrawy wręcz sposób ukazuje nam model, według którego przebiega współczesna edukacja, kategorycznie odrzucając przyjęty i ślepo powtarzany system kształcenia w duchu uwielbienia i całkowitego posłuszeństwa. Za pomocą swych prac wskazuje na potrzebę rozwijania kreatywności, pewnej formy wolności i zezwolenia na dyskurs – także z niewzruszonymi autorytetami. Jest tu coś jeszcze: rezygnacja z autonomicznego, ideologicznego, chwilami egoistycznego mitu twórcy, który oddając się bardziej roli wychowawcy / mentora, bierze całkowitą odpowiedzialność za kształtowanie współczesnego człowieka.

Leszek Knaflewski (urodzony 1960 w Poznaniu, zmarł 6 września 2014 tamże), absolwent poznańskiej PWSSP, w latach 1983-1990 razem z Mariuszem Krukiem, Krzysztofem Markowskim i Wojciechem Kujawskim współtworzył grupę artystyczną Koło Klipsa [8]; Knaflewski był także aktywny na polu muzyki, współtworząc zespoły punkowe Rasa, Sten, Socrealizm, Art Sound Project, Drum Machina, jak i też razem z Wojciechem Bąkowskim i Konradem Smoleńskim formację Kot.

Knaf, bo takim pseudonimem posługuje się od historycznej / legendarnej wystawy Galerie lat 80. w warszawskiej Zachęcie w 1990 roku, bardzo często wykorzystuje w swoich kompozycjach przedmioty gotowe, rzeczy codziennego użytku, jak stare szafy, walizki, kołdry, prześcieradła, ręcznie robione koronki oraz elementy przyrody (korzenie, torf, wodę). Naturalne, organiczne materiały w połączeniu z przedmiotami zapożyczonymi z obszaru kultury materialnej niosą ze sobą ładunek o ogromnej sile ekspresji i ukrytych, niejasnych znaczeniach.

Prace Knafa mają wielowymiarową wymowę, są otwarte na skojarzenia, silnie oddziałując na wyobraźnię. Prace artystyczne prezentował na kilkudziesięciu wystawach indywidualnych, m.in. w Galerie Kubus w Hannoverze, Galerie Atelier 340 w Brukseli, Galerie X Art Space w Atenach, czy rodzimych: Galerii Miejskiej Arsenał w Poznaniu, Galerii Wschodniej w Łodzi, Galerii BWA w Słupsku, CSW Zamku Ujazdowskim w Warszawie. Brał udział w wystawach zbiorowych w Polsce, Grecji, Belgii, Niemczech, Hiszpanii, USA, Japonii [9].

1. Według Ewy Grządek Koło Klipsa było jednym „z najciekawszych i najbardziej oryginalnych zjawisk w polskim krajobrazie artystycznym lat 80., [gdyż] grupa poszukiwała własnego miejsca poza zideologizowanym polem sztuki, nie działała w obiegu oficjalnym, nie wiązała się również z nurtem sztuki opozycyjnej (przykościelnej) i wyraźnie dystansowała się od neoawangardy”, [za:] www.culture.pl/baza-sztuki-pelna-tresc/-/eo_event_asset_publisher/eAN5/content/kolo-klipsa, stan z dn. 13.03.2013.

2. Fragment tekstu zawartego w materiałach prasowych (druk ulotny). Patrz: wrocenter.pl

3. Ibidem, s. 15

4. Ibidem, s. 13

5. Ibidem.

6. Jarosław Lubiak, Kształtowanie człowieka współczesnego, czyli paideia według Knafa.

7. Małgorzata Ludwisiak, Przedmowa do cierpień rewolucjonisty, [na:] obieg.pl (www.obieg.pl/prezentacje/2352`, stan z dn. 10.03.2013r.)

8. Z Kołem Klipsa związani byli także: Piotr Kurka, Piotr Postaremczak, Mariusz Młodzianowski i Robert Moroń.

9. Biogram za: wrocenter.pl

Teksty przygotowane przez studentki Katedry Mediacji Sztuki wrocławskiej ASP w ramach zajęć prowadzonych przez Piotra Krajewskiego

Joanna Wątroba
Korekta totalna Leszka Knaflewskiego

Leszek Knaflewski jest artystą intermedialnym. Współzałożyciel grupy Koło Klipsa. Profesor Uniwersytetu Artystycznego w Poznaniu. Stoisz na moim miejscu w Centrum Sztuki WRO nie jest pierwszą wrocławską wystawą Knaflewskiego. Na wcześniejszym Roz-Poznaniu miejsca prezentował video White power, które również, jak i realizacje na obecnej wystawie podejmowało problem próby i niemożności wyzwolenia. Część z prac prezentowanych we Wrocławiu była eksponowana m.in. na wystawie Skrzyżowanie przeciwko rondom w Galerii Piekary w Poznaniu w 2008 roku.

Jednym z głównych tematów wystawy jest zagadnienie wychowania (oraz nauczania), które starożytni grecy nazywali paideia. Kolejne problemy brzmią razem jak tytuł powieści; wojna i zniewolenie. Oprócz tak ponurych skojarzeń na wystawie jest jednak miejsce na śmiech, chociaż występuje on w rodzaju błazenady, cynicznego humoru i absurdu.

Pierwsza praca umieszczona została na mezzanino. Sit down and fight czy to nie oksymoron? W jaki sposób podjąć walkę siedząc? Fotele, których siedziska wykonane zostały z kabla, stanowią symbol zmagań twórczych. Sztuka to nie tylko natchnienie, ale przede wszystkim mozolny proces nieustannego poprawiania, przesłuchiwania, docinania, etc. Walka odbywa się już na wszystkich frontach; nie tylko z materią, ale i samym sobą. Zmagania są udziałem nie tylko artysty, ale i odbiorcy – sztuka to wojna totalna.

Po wejściu do mrocznej sali na drugim piętrze uwagę przykuwają trzy (a może cztery?) realizacje: połączone Full screen i This is the soundtrack oraz Cement i Preface, dopiero później wyłaniają się kolejne, czyli najbliższa Stoisz na moim miejscu oraz Złap F. Co ciekawe, wchodząc do sali, widz staje obok tytułowej pracy, mając po prawicy wirtualnego Knaflewskiego, chociaż nie widzi go za filarem. Czyżby aranżer przestrzeni i sam artysta puszczali do widza oko? Zastanawiając się nad układem dzieł w sali wystawowej można wytyczyć pesymistyczną wizję rozwoju człowieka – od

szamoczącego mikrofonu poprzez bezwolną figurę aż po postać posługującą się interesującym narzędziem poznawczym. Dopiero na końcu spróbujemy złapać alter ego artysty i stanąć na jego miejscu. To wszystko jednak w drodze walki.

Instalacja w formie sześcianu z kolcami i video This is the soundtrack stanowią aluzję do sposobów nauczania stosowanych w szkołach muzycznych oraz do formowania człowieka w ogóle. Przestrzeń wydzielona metalowymi, połyskliwymi rurkami posiada wymiary pokoju do nauki muzyki. Kolce na stelażu symbolizują pięciolinię wbijającą się do umysłu ucznia. Mikrofon wijący się na podłodze odnosi się do nauki, której sposoby wywołują

jedynie szamotaninę i bezsilną chęć ucieczki. Jest to ponury obraz szkoły jako więzienia z torturami. Czy nauka nie może jednak być przyjemna, a kształtowanie nie przynosi również pozytywnych przemian chociażby w drodze osobistej rewolucji?

Cement chyba zawsze będzie budzić najwięcej kontrowersji wśród zwiedzających dyskutujących o wystawie. Kukła, do której podchodzi się ostrożnie (pojawia się bowiem na początku wątpliwość czy to nie sam Knaflewski wykonuje performance), dzięki wysokiemu stopniowi realizmu zachęca do dotknięcia choćby ukradkiem. Skrępowany manekin ma na głowie torbę (podobno jest to torba reklamowa sklepu z damską bielizną) a na kolanach ekranik. Na filmie krocze przykryte papierową maską i poruszane ruchami bioder usiłuje zamienić się w mówcę przed mikrofonem. To ciało jest skrępowane i ośmieszone – nie posiada równie docenionej możliwości wypowiedzi jak umysł dzięki uświęconemu językowi.

W wideo Preface artysta traktuje jednak penisa jako narząd poznawczy i wszechwiedzący, który posiada także wiedzę o samym artyście. Pod sztucznym członkiem zamontowana jest głowica, dzięki której rozpoznawane są najważniejsze dla Knaflewskiego utwory rockowe i punkowe. Kulminacją jest odpowiedź udzielona przy ostatniej, pustej taśmie: Chuj wie.

Stoimy więc niemal pomiędzy trzema wyobrażeniami samego artysty. Po lewej Złap F. stanowi apogeum błazenady. Praca ta najbardziej kojarzy się z White power widzianym wcześniej we Wrocławiu. Czyżby kolejna wersja „baletu biernego oporu”? Postać w żółtym kombinezonie z frędzlami nie daje wyraźnych pozorów możliwości wypowiedzi jak w dwóch poprzednich realizacjach. Komiczny taniec, a raczej drgawki stanowią tutaj ograniczoną

formę komunikacji. Absurdalne Skrzyżowanie przeciwko rondom zadaje już wprost pytanie o sens i wynik walki. Z nałożenia form powstaje celownik i to wymierzony w głowę Knaflewskiego, jak sam kiedyś przyznał. Jednak teraz, po przejściu przez klatkę stoję na jego miejscu i po kolei zaliczam tytuły.

Wystawa prac Leszka Knaflewskiego jest więc nie tyle wyrazem totalnej wojny i wielostronnego skrępowania, lecz wielką krytyką. Czy jest możliwe wyjście ze zniewolenia i to nie tylko spowodowanego wychowaniem, ale sprowokowanego w dużej mierze na własne życzenie? Chyba tylko nieustanna autoanaliza i podejrzliwość daje nadzieje na sensowną pedagogię i możliwość rozwoju. Walczyć należy więc przede wszystkim ze samym sobą.

Dorota Atamanik

Notatka z dziennika

Byłam dzisiaj na wystawie Leszka Knaflewskiego w Centrum Sztuki WRO. Wystawa nosiła tytuł Stoisz na moim miejscu. Autor jest artystą urodzonym w Poznaniu i zajmuje się sztukami wizualnymi, video oraz audio-performancem. W galerii znajdowało się sześć prac i jak to z wystawami bywa, każdy eksponat (nie wiem czy to słowo jest odpowiednie, jeśli odnosimy się do sztuki współczesnej) można rozumieć w indywidualny sposób.

Zastanawiałam się, od czego zacząć swoją podróż po wystawie? Od której pracy zacząć oglądanie? W końcu w galeriach czy muzeach nie obowiązuje jedna zasada, w jaki sposób powinno się zwiedzać ekspozycję, każdy może mieć swoją własną mapę poruszania się po przestrzeni galeryjnej. Szybko zdecydowałam się, że rozpocznę od pracy, która znajduje się najbliżej drzwi wejściowych do galerii. Było to video Stoisz na moim miejscu. Ciekawie, zaczęłam od pracy, która nosiła taki sam tytuł jak wystawa. Wydawało mi się, że skoro od jakiejś konkretnej realizacji nazwana jest cala wystawa, to musi być to bardzo ważne dzieło. Jednak zagłębiając się dalej, nie byłam już o tym tak bardzo przekonana.

Na wspomnianym wyżej video zobaczyłam artystę, który za pomocą kija golfowego, seryjnie zbijał świecące żarówki. Kiedy żarówka gasła na ekranie, pojawiał się tytuł poszczególnego dzieła artysty. Tak działo się za każdym razem. Zapalone żarówki symbolizują pomysły, a moment ich rozbicia jest metaforą zrealizowanego dzieła. Dlatego po każdym rozbiciu pojawia się tytuł konkretnego dzieła artysty. Ważna jest też strona, w którą swoje uderzenie kieruje artysta. Celuje w stronę widza, informując, że dzieło jest gotowe do przedstawienia go odbiorcy.

Po obejrzeniu video przeszłam do oglądania obiektu, który jako pierwszy zwracał uwagę po wejściu na salę wystawową. Praca była konstrukcją o kształcie sześcianu, wyglądem przypominającego metalowy szkielet, który od wewnętrznej strony ponabijany był wystającymi kolcami. Nosił tytuł Full Screen. Obiekt odzwierciedlał wymiarami pokój do nauki muzyki w szkołach muzycznych. Wystające kolce symbolizują pięciolinię. Integralną pracą do Full Screen było video This is the soundtrack. Jednak żeby dobrze przyjrzeć się video trzeba było stanąć wewnątrz kolczastego obiektu. Na nagraniu widać mikrofon z kablem, który rzuca się po podłodze. Widok miotających się przedmiotów i metalowa konstrukcja budzą niepokój. Obie praca stanowią krytykę systemu nauczania, jako pewnej tortury, a szamocące się ruchy mikrofonu mają być bezradną próbą wyzwolenia. Najkrótszy komentarz do tej pracy może stanowić tylko to, że Knaflewski sam był uczniem szkoły muzycznej. Zresztą, każdy z nas poczuł na własnej skórze, nawet nie będąc uczniem szkoły muzycznej, że pedagogika bywa torturą nie tylko dla ucznia, ale również dla nauczyciela.

Kolejna praca o tytule Cement jest niepokojąca. Widziałam realistyczną postać siedzącą na fotelu. Ubrana była w garnitur, lecz ciało skrępowane było sznurami, a głowa zakryta workiem. Czułam niepokój podchodząc do niej. Dobrze wiedziałam, że w galerii nikt nie związałby człowieka i nie postawił na środku, żeby siedział nieruchomo cały dzień (chociaż w sztuce różne rzeczy już się działy), ale podświadomość nie była tego taka pewna. Zastanawiam się czy mogę dotknąć postaci i co się stanie, jeśli zamiast sztucznego wypełniania, poczuje żywe ciało? Zdobyłam się na odwagę i dotknęłam. Uff… Na szczęście to tylko manekin. Jednak niepokój pozostał jeszcze przez jakiś czas. Przyglądam się dalej postaci. Na poziomie krocza manekina zainstalowany został mały ekran, na którym widzimy przysłonięte papierową torbą męskie krocze. W masce wycięte są otwory na oczy i usta. Zamaskowany członek zdaje się mówić coś do widocznego na ekranie mikrofonu. Praca symbolizuje skrępowanie postaci przez własne popędy, które ujawniają się jedynie w zamaskowanej formie. Ich prawdziwe oblicze nie zostanie ujawnione, dlatego członek jest zamaskowany, a jego niema artykulacja nigdy nie zostanie usłyszana. Praca pod względem psychoanalitycznym jest świetna, bardzo rozbudowana i robi duże wrażenie.

Kolejne video na wystawie nosi tytuł Złap F. Widzimy na nim postać w żółtym frędzlowatym kostiumie, która wykonuje dziwny taniec. Jest ona prawdopodobnie awatarem Knaflewskiego. Brak oczu, uszu czy ust, uniemożliwia postaci kontakt ze światem zewnętrznym, a odgadniecie tego, co odczuwa wewnątrz siebie, możliwe jest jedynie poprzez odczytanie ruchów postaci. Praca jest podobna w interpretacji do Cementu. W Złap F. również można dopatrzeć się przechodzących przez postać libidinalnych impulsów, które powodują dziwnie energetyczne ruchy postaci w żółtym kostiumie. Zaś przez wspomniany brak innych środków odczuwania nie jest ona w stanie przekazać co właściwie czuje.

Ostatni element wystawy to również video. Jej tytuł to Przedmowa. Na nagraniu znajduje się artysta ze sztucznym penisem wystawionym przez rozporek. Nagranie jest kontrowersyjne i początkowo budzi niesmak, mimo że członek nie jest prawdziwy. Do marynarki, na wysokości piersi ma przyczepione dziesięć pasków taśmy magnetofonowej, które kolejno przeciąga przez wystającego z rozporka fallusa. Z każdej taśmy wydobywa się dźwięk. Penis potraktowany jest jak instrument. W pracy autor przekonany jest o wiedzy członka, co daje już wyraz na początku video, stwierdzając: To ja. To on. On wie wszystko. On mnie zna. Przeciągając taśmy magnetofonowe, Knaflewski odgaduje tytuły utworów zapisanych na nich. Kiedy jednak nie jest w stanie rozpoznać dźwięków z ostatniej taśmy, stwierdza: Chuj wie. Artysta chce powiedzieć, że to popędy go określają, a ich symbolem jest właśnie penis… który wie wszystko.

Wystawa była ciekawa. Tytułowa praca może nie okazała się najważniejszą, bo wszystkie prace były jednakowo istotne. Jednak tytuł Stoisz na moim miejscu był jak najbardziej odpowiedni dla wystawy. Mogłam zobaczyć wszystkie jego odczucia i przemyślenia, a jednocześnie dostrzec, że sama stoję dokładnie w tym samym miejscu.

Magdalena Martyniuk

Znowu Poznań

Centrum Sztuki WRO to miejsce, w którym otwiera się przestrzeń sztuki mediów. Jedną z jej odsłon jest obecnie wystawa profesora Uniwersytetu Artystycznego w Poznaniu Leszka Knaflewskiego. Bliska relacja pojawia się już na samym wstępie, ponieważ artysta wywodzi się z kręgu poznańskiego środowiska. My, czyli mówiąc kolokwialnie poznańskie pyry, przychodzimy na wystawę w innym mieście by oglądać swojego artystę. Ukształtowani przez to samo miasto stajemy się odbiciem tego samego punktu odniesienia.

Na wystawie prezentowanych jest sześć prac, obiektów i video nawiązujących do społeczno – kulturowych relacji oraz usytuowaniu jednostki w społeczeństwie. Profesor, artysta, pedagog schodzi z piedestału i staje się dla młodych studentów towarzyszem, mediatorem pomiędzy własnym doświadczeniem, a „świeżością” adeptów na początku drogi. Nie wyznacza dróg, lecz poprzez rozmowę i praktykę staje się bliższy studentom,

odrzucając w ten sposób powszechne zasady systemu nauczania.

Praca, która nawiązuje do sztywnych i bolesnych praktyk nauczania pojawia się w centralnym punkcie przestrzeni wystawienniczej. Full Screen, obiekt, który miałam okazje zobaczyć wcześniej w Centrum Kultury Zamek w Poznaniu odwołuje się do innego poznańskiego miejsca – Podstawowej Szkoły Muzycznej. Choć dwa miejsca, w których pokazywana była instalacja były zupełnie inne, odbiór pracy nie zmienił się. Potężny metalowy sześcian z nabitymi, ostro zakończonymi bolcami, nie wzbudza pozytywnych skojarzeń, jest raczej przewrotne i wynaturzone, niczym wysublimowana maszyna tortur. Wchodząc do wnętrza zastanawiamy się jaki rodzaj tortur można w niej praktykować. Na to pytanie odpowiedział na spotkaniu po wystawi sam artysta. Wymiary obiektu odpowiadają wielkości pokoju dźwiękoszczelnego do ćwiczeń na lekcjach muzyki. Długość bolców nawiązuje do pięciolinii, która w tym przypadku staje się początkiem przenikającego bólu, w umyśle i ciele ucznia, stając się jednocześnie symbolem całego systemy nauczani. Brutalna presja, nacisk na bycie najlepszym, a także wytyczne stawiane przez autorytet nauczyciela odciskają piętno i wstręt do grania. W zestawionym z obiektem video widzimy sytuację porównywalną z próbą uwolnienia się z powyżej opisanej sytuacji. Mikrofon, który służy do przekazywania dźwięku – sam przez gwałtowny ruch kabla staje się ich autorem, znalazł się w pozycji opresyjnej, z której próbuje uciec. Sytuacja staje się bezowocną szamotaniną w obliczu nacisku systemu.

Naprzeciwko znajduje się obiekt zatytułowany Cement, czyli kukła siedzącego mężczyzny, ubrana w garnitur. Również ta sytuacja jest przedstawieniem pewnego rodzaju nacisku. Skrępowane i przywiązane do fotela nogi oraz worek założony na głowę odwzorowują sytuację osoby porwanej i przetrzymywanej. Do głosu dochodzi też zamaskowany sprawca całego zdarzenia, który wygłasza swój niemy komunikat, widoczny na ekranie, umieszczonym na wysokości kroczą skrępowanej postaci. Choć zakryty jest papierową maską możemy rozpoznać kryjące się za nią męskie nagie krocze. Wypowiada on treści, których nie można usłyszeć. Wewnętrzne popędy, skrępowane w ciele i umyśle, dochodzą do głosu lecz jest on zamaskowany i niemy.

Złap F. to video ukazujące ekspresyjny taniec postaci pozbawionej jakiegokolwiek kontaktu ze światem zewnętrznym. Żółty kostium z drgającymi podczas ruchu frędzlami ogranicza jej możliwość komunikacji za pomocą zmysłów. Targany rożnymi wewnętrznymi emocjami twór komunikuje się z otoczeniem za pomocą ruchu w postaci szamotaniny. Staje się ruchomym celem rozdzieranym przez różne bodźce. Ożywiona postać jest jednym z wielu wcieleń artysty.

W kolejnej pracy męskie genitalia przyjmują rolę poznawczą. Wyciągnięty z rozporka sztuczny penis jest narzędziem rozszyfrowującym. Przytwierdzone do marynarki fragmenty taśmy magnetofonowej zostają odkodowanie przez przeciągnięcie ich po instrumencie, tej czynności towarzyszą dzięki wydobywające się z mikrofonu zamontowanego w sztucznym członku. Sam artysta na początku podkreśla jego rolę mówiąc: To on. On wie wszystko. On mnie zna. Odczytywane przez instrument fragmenty stanowią tytuły utworów rockowych, jednak ostatni jest nierozpoznawalny. Kiedy nienagrana taśma poddana jest procesowi odczytu pojawia się stwierdzenie, że tylko chuj wie co się na niej znajduje. Wyznacznikiem wiedzy o rzeczywistości staje się więc fallus.

Praca Stoisz na moim miejscu jest podsumowaniem twórczości artysty. Knaflewski zaprasza widza na swoje miejsce. Apeluje do odbiorcy wyznając swoje credo. Artysta celuje kijem golfowym w ustawione na podłodze żarówki, w momencie gdy światło gaśnie pojawia się tytuły poszczególnych prac. Ta czynność pojawia się cyklicznie, aż do momentu gdy Knaflewski nie trafia w piłeczkę, a ostatnim ukazanym tytułem jest Stoisz na moim miejscu. W pracach przedstawionych na wystawie Knaflewski ukazuje swoje awatary, które w procesie samokształcenia stają się organem poznania.

Klaudia Korzonek

Ustąpmy miejsca następnym

Będąc ponownie na wystawie Leszka Knaflewskiego w Centrum Sztuki WRO zatytułowanej Stoisz na moim miejscu wcieliłam się w rolę operatora sprzętu multimedialnego jakim jest aparat fotograficzny. Chodząc i chodząc po pozornie tylko pustej przestrzeni wystawienniczej próbowałam sobie odpowiedzieć na pytanie czy ktoś byłby w stanie przekonać mnie do obejrzenia tych pracy? No i jakich musiałby użyć argumentów? Jako osoba wytypowana z grupy do wykonania dokumentacji fotograficznej, postanowiłam za pomocą aparatu odpowiedzieć sobie samej na pytanie, czy mogłabym siebie zaprosić na multimedialną wystawę prac Leszka Knaflewskiego. Stanąć na swoim a może twoim miejscu?

Po przekroczeniu progu centrum, z półmroku wyłoniło się sześć prac poznańskiego artysty. Stojąc i patrząc to w prawo to w lewo oczywiście już z włączonym aparatem w dłoniach, zastanawiałam się, która z tych prac jako pierwsza wpadła mi w oko czyli od czego by tu zacząć? Kierując się intuicją ruszyłam w stronę instalacji połączonej z video, czyli pracy pod tytułem Full Screen. Jest to wizualnie interesujący obiekt, który przyciąga oko swoim pozornie lekkim, ale też drapieżnym wyglądem. Interesujące dla mnie jako odbiorcy było połączenie w tej instalacji kontekstu prac z tematem dzieła. Statyka kontra dynamika całego działania artystycznego nasunęła mi skojarzenie do różnic pomiędzy katem a jego ofiarą… Kubik najeżony kolcami (kat) kontra video (ofiara) która chce paradoksalnie uwolnić się z systemu. Pozostać czy uciec? Walczyć z systemem – jak sugeruje artysta, czy dać się zamknąć w klatkę absurdów systemu edukacji? Takie myśli w pierwszej chwili przychodziły mi do głowy.

Idąc dalej czyli odbijając na lewo spotkałam parę młodych ludzi. Jak się później okazało byli to studenci. Przytuleni obserwowali przebieg kolejnej pracy Knaflewskiego zatytułowanej Przedmowa. Interesującym dla mnie momentem był fakt ze połowa video wyświetlała się na ich plecach zamiast na miejscu do tego przeznaczonym. Ten drobny szczegół nie zraził widzów wręcz przeciwnie zachęcił do obejrzenia i wysłuchania całej realizacji. Najciekawszym momentem jaki zaobserwowałam był odzew studenta na dość znamienne w przypadku tej pracy słowa padające z ust samego artysty: To on. On mnie zna. …Chuj wie. Na co młodzieniec na cały głos przytaknął artyście: Masz rację. Też tak sądzę. Po tym zwrocie można jedynie wnioskować że odbiorcy a szczególnie męska część publiczności utożsamiają się z artystą dając dojść do głosu pierwotnym instynktom… Będąc przypadkowym świadkiem takiego zajścia wybuchłam śmiechem, co spowodowało speszenie odbiorców video. Chcąc wykorzystać moment zwrócenia ich uwagi moją osobą, postanowiłam pociągnąć ten wątek zadając im pytanie skąd taka reakcja? Chłopak, który poczuł się do roli rzecznika mężczyzn, poinformował mnie, że: Jesteśmy facetami. Tylko my wiemy do czego ten instrument służy. Po czym po chwili ciszy dodał: Ale jestem zdziwiony tą wystawą. To dla mnie szok! Zaczęłam więc dopytywać dlaczego, co takiego jest tutaj szokującego? Na co oni rozejrzawszy się jeszcze raz po sali wskazali mi prace pod tytułem Cement, która jak nie trudno odgadnąć już na wstępie budzi zachwyt a jednocześnie lęk przez to, że sprawia wrażenie jakby miała zaraz wstać i zrobić coś nieoczekiwanego. Taki zabieg potęguje samo oświetlenie w zestawieniu z naturalistycznym oddaniem obiektu. Całość kompozycji zgrabnie połączona z filmem video, które przy tej pracy wzmocniło uczucie lęku i niepewności. Wspólnie doszliśmy do wniosku, że nie tylko ta praca, ale i pozostałe są zachowane w bardzo mrocznej, a nawet traumatycznej konwencji. Jakby artysta chciał coś ukryć… albo też odwrotnie uwypuklić, wywlec na światło dzienne problem, który w jakiś sposób się nie zgadza z konwencjami czy też przeszkadza jemu samemu, jest nie wygodny…

Tą przeuroczą parę bardzo przyciągnął sam tytuł wystawy: Stoisz na moim miejscu. Po chwili milczenia pojawiła się refleksja nad sensem tego stwierdzenia. Studentka żartobliwie skomentowała bowiem tytuł: Kochanie, ustąpmy miejsca następnym. Niech też postoją. Oczywiście w trójkę wybuchnęliśmy śmiechem. Paradoksalnie każdy z nas ustąpi miejsca następnej osobie pomimo zasadom, schematom, systemom które się nie zmienią… Artysta taki jak Leszek Knaflewski próbuje zwrócić uwagę na problem działania czy funkcjonowania systemów. W tym przypadku system edukacji jest dla twórcy ważnym elementem komunikacji z odbiorcą… Z czystym sumieniem mogę stwierdzić że jestem na swoim miejscu i cieszę się z tego, ale dziękuje ze przez chwile mogłam poczuć jak to jest stać na twoim miejscu.

Ewa Skwarzyńska

Do Babci

Wystawa, na którą Cię zaprosiłam, nosi tytuł Stoisz na moim miejscu i jest zbiorem prac Leszka Knaflewskiego. Zobaczymy tam instalacje i realizacje video. Na pierwszy rzut oka wystawa może wydawać Ci się niezrozumiała i wulgarna, dlatego chciałabym Ci powiedzieć bezpośrednio po zobaczeniu jej, jakie według mnie prezentuje wartości. W dużym uproszczeniu jest to manifest artysty przeciw strukturom pedagogicznym, jakie utarły się w środowisku artystycznym. Autor wydobywa pewne schematy działań, w jakie jesteśmy od lat wplątani, stawia pytanie o ich słuszność i skuteczność i zostawia nas z tymi pytaniami, a jeśli daje nam odpowiedzi, to nie jasne, nie dosłowne, wymagające interpretacji…

Praca, która jako pierwsza zwróciła moją uwagę, kiedy weszłam na wystawę, to ogromna instalacja po prawej stronie. Przywołała on w mojej głowie najokrutniejsze tortury i najsilniejsze lęki, jakie potrafiłam sobie wyobrazić. Ten prostopadłościan to wymiarowy odpowiednik sali do ćwiczeń w szkołach muzycznych, klaustrofobicznych, ograniczonych pomieszczeń, w których uczniowie całymi godzinami ćwiczą ze swoim profesorem, aby perfekcyjnie wykonać zadany utwór. Już na początku swojej drogi artystycznej spotykają się z ogromną presją, wysiłkiem fizycznym i sprawdzianem konsekwencji. Zestawienie tej pracy z video This is the soundtrack sugeruje nam kontekst odbioru poruszanych zagadnień. Na ekranie obserwujemy pełzające ruchy, wijącego się mikrofonu, który przywołuje na myśl skojarzenia z kimś uwięzionym, znajdującym się w niebezpieczeństwie, niemogącym się wydostać, pozbawionym godności, wolności wyboru. Odczytując te prace na wspólnym mianowniku, zaczynamy zadawać pytania. Czy możemy tak bardzo obciążać młodych, dopiero kiełkujących artystów? Co osiągamy wpajając im schematy? Czy dydaktycy mają prawo osaczać uczniów presją, przymusem do dążenia ku ideałom?

Każda z prac prezentowana na tej wystawie poddaje w wątpliwość sposoby kształtowania człowieka i jego poglądów. W pracy Złap F. obserwujemy szaleńczy taniec bezosobowej żółtej postaci, targanej emocjami, których nie może wyrazić. Pozbawiona charakteru, zamknięta w schemacie, odchodząca od zmysłów przez napór presji, krzycząca o pomoc poprzez opętany taniec. Postać, która w swoim szaleństwie jest już tak zapamiętała, że nie możemy jej pomóc, nie możemy jej złapać.

Wideo Cement ukazuje nam człowieka uwięzionego w swojej fizyczności, będącego pod niewolą seksualności i popędu. Bohater filmu jest spętany i przywiązany do krzesła, ma zakneblowane usta, nie może nic powiedzieć. Jedyną możliwość, jaką dostał od oprawcy, to wypowiedzieć się swoim ciałem, gdyż w stronę krocza ma skierowany mikrofon. Czy artysta sugeruje nam, że nasze ciało mówi co innego niż wypowiadamy za pomocą słów? Czy to, co ma do przekazania nasza fizyczność jest ciekawsze, ważniejsze? Może Leszek Knaflewski oddaje głos ciału, żeby nie zagłuszyć go konwenansami, które wypowiadamy i kurczowo się ich trzymamy? Praca dotyczy tematu często przemilczanego i uznawanego za Tabu, a dotyczący zarówno uczniów, jaki i pedagogów.

Przedmowa to praca w metaforyczny sposób nawiązująca zarówno do wiedzy i jak i niewiedzy nauczycieli. W instytucjach edukacji artystycznej jest to spór nie do rozstrzygnięcia. Sztuka jest tak otwartą, nie opisaną żadnym algorytmem dziedziną, że nie jesteśmy w stanie opracować wymiernych systemów oceny. Oczekujemy od pedagoga, że będzie znał odpowiedzi, ale czy on może nam je sugerować? Czy on zna odpowiedzi? Podczas filmu artysta rozpoznaje, pewny swojego osądu tytuły piosenek, odtwarzane na jego organie intymnym, przy ostatnim utworze, którego nie jest w stanie zidentyfikować stwierdza: Chuj wie (to cytat). Czy artysta przyznaje, że czasem nie wie?

Kiedy już wychodziłam zatrzymałam się przy pracy Stoisz na moim miejscu, która stawia ostatnie, ważne i podsumowujące pytanie. Artysta stoi z kijem golfowym i uderza w zapaloną żarówkę. Gaśnie światło, pojawia się tytuł jednej z prac artysty. Sekwencja powtarza wielokrotnie, zmienia się tylko tytuł pracy wyświetlany na końcu. Autor celuje w nas kijem, jesteśmy zamroczeni od uderzenia i wtedy przemyca nam swoją pracę. Artyści przekazują za pomocą działań artystycznych swoje opinie, komentarze i swój sposób odbioru rzeczywistości, ale czy to jest przywilej o wydźwięku pozytywnym, czy ogromne obciążenie dla artysty i dla odbiorcy? Czy jest to prawo, z którego bezkarnie mogą korzystać, czy ciężar odpowiedzialności, za przekazywane treści? Tytuł zawiera zaproszenie do zamiany miejscami (odbiorco, zobacz jak tu jest, wcale nie jest tak łatwo), z lekką dozą pretensji (przepraszam, stoisz na moim miejscu). Czyżby Leszek Knaflewski przyzwyczaił się do swojej roli i mimo, że tak ją krytykuje, wolałby się nie zamieniać z nikim?

Karolina Włodek

Nauczyciel to doprawdy absurdalny zawód

Otwieramy drzwi budynku o numerze 7 przy ulicy Widok. Wjeżdżamy na drugie piętro. Pani W. robi dziwną minę, kiedy winda drukuje jej rachunek za zużycia energii potrzebnej do wykonania kursu. Po chwili oswojona nieco moją opowieścią o Niklasie Royu odrywa kawałek wydruku: Hm… kilodżule… – mruczy i chowa go do kieszeni.

Na górze szybkie spojrzenie, wychylając się przez barierkę korytarza, na krzesła stojące na półpiętrze. Z czego one są zrobione, chyba z kabla, wątpię czy wygodne – mówi Pani W. kierując się w stronę szklanych drzwi. Przechodzimy przez pomieszczenie, w którym ludzie rozmawiają przy zielonych stołach: Dzień dobry, dzień dobry… – i wchodzimy do sali wystawowej. Wzrok pani W. najpierw kieruje się w stronę projekcji naprzeciw wejścia. Człowiek ubrany na czarno, co on robi, co on tam ma, trzeba włożyć okulary, coś robi ze swoim… i szybko odwraca wzrok, kierując się gdziekolwiek indziej. Stanęłyśmy więc naprzeciw klatki. Pani W., emerytowana nauczycielka chrząknęła lekko i wzięła się w garść: Wiesz, zdarzało mi się oglądać w moim życiu różne, niekoniecznie przyzwoite sceny, ale im człowiek starszy, tym mniej ma ku temu ochotę. Zresztą miałaś mnie zabrać na ekspozycję dotyczącą pedagogiki.

Tak, tak, pani W. może ta wystawa wprowadza początkowo chaos, jednak kiedy się wniknie w jej znaczenia jest naprawdę interesująca i wbrew pozorom nie wulgarna. Ta tutaj przed nami klatka nawiązuje do lekcji muzyki. Jest takiej samej wielkości jak salki w większości szkół. A te wystające pręty to pięciolinia (wbijająca się w ciało i psychikę ucznia). Jak na nią patrzę, prawie słyszę plask linijki uderzającej w łapy rozkojarzonego ucznia. Ten tutaj w konwulsyjnym tańcu (odwracam się w stronę Złap F.) targany sprzecznościami jest jak wcielenie samego Knaflewskiego, dla którego kwestia bycia pedagogiem jest bardzo istotna. Zdaje się jednak, że ów zawód dostarcza mu wielu dylematów. Trudno się zresztą dziwić, gdyż doprawdy niełatwe musi być nauczanie czegoś, co zdaje mi się, często bywa kwestią gustów estetycznych. Knaflewski wykłada na Poznańskiej ASP. Zaś ten wijący się mikrofon jest zobrazowaniem tortury, jakiej dostarcza często pedagogika chyba zarówno uczniowi, jak i nauczycielowi. Mogłoby się wydawać, że wąż próbuje uciec, jednak to na nic, pozostaje mu jedynie bezładna szamotanina. Tytuł This is the soundtrack sugeruje, że owo wicie się jest niezmiennym tłem nauczania jak ścieżka muzyczna w filmie.

Pani W. wydaje się być coraz bardziej zainteresowana. A ta postać na środku? – pyta zbliżając się do pracy pt. Cement i dotykając jej ostrożnie (nigdy nie wiadomo czy to nie prawdziwy, myśli sobie). Mówię: On jest związany, widzisz? Ma spętane ręce i nogi, to jego popędy seksualne dyktują mu co ma robić. Jest uwikłany nie mniej niż postacie Gombrowicza w sidła samego siebie – nawiązuję do twórcy cenionego przez Panią W. – Tylko, że ten, który nim kieruje – wskazuję na krocze kukły – nie wydaje głosu.

Następnie podchodzimy do pracy video, które początkowo tak zmieszało panią W. Objaśniam: Ta praca zatytułowana jest Preface. Oglądamy jak łysy człowiek przed nami sprawdza na swoim instrumencie kolejno wszystkie taśmy. Opowiadam dalej: Knaflewski przedstawia tutaj, narząd płciowy jako organ wiedzy poznawczej. Na co Pani W. odpowiada z przekąsem: Bardzo dosłownie przedstawia… Próbuję się więc bronić: Myślę, że penis jest tutaj symbolem wiedzy intuicyjnej, jakiejś prawiedzy. Przecież w wielu mitach pojawiają się symbole falliczne, przedstawiane w nie mniej oczywisty sposób. Twórca wielokrotnie jest zaskakiwany przez swoje twory. Biorą się one nie tylko ze świadomej i wyartykułowanej przez niego idei, ale też z różnych pokładów w nim, których niekoniecznie jest świadom. Knaflewski ciągle dyskutuje z pozycją nauczyciela, o którym się uważa, że zna i że wie. Tu zaś pokazuje, że nie koniecznie. Hm… – mówi pani W. Chuj wie – mówi Knaflewski.

Kierujemy się już w stronę wyjścia i przed nami ostatnia praca – video o tytule Stoisz na moim miejscu. Artysta zwrócony w stronę widza rozbija kolejno żarówki kijem do golfa, celując prosto przed siebie. Kiedy uderzy w żarówkę słychać huk i światło gaśnie, po czym wyświetlają się różne, absurdalne, zdawało by się propagandowe hasła typu Skrzyżowania przeciwko rondom. Za to tutaj… – zaczynam opowiadać. Nie, nie, nic nie musisz mówić – przerywa mi pani W. – Wiesz, nauczyciel, to doprawdy absurdalny zawód.

Natalia Gołubowska

Dzień dobry. My tylko na chwilkę, zobaczyć

08.03.2013, godzina (około) 12.30

Tata kojarzy miejsce takie jak Centrum Sztuki WRO, ale artysty, którego dzieło znajduje się w windzie już nie. Praca site specific wzbudza jednak duże zainteresowanie (to w windzie to instalacja Niklasa Roya).

Kilka metrów dalej… Mówię: Leszek Knaflewski Stoisz na moim miejscu. Jak widać polski współczesny artysta wykorzystujący medium wideo, instalacje, audio performance. Wystawa składa się z pięciu prac – zacznijmy od końca.

Praca widoczna na telewizorze (w lewym górnym rogu) nosi tytuł Złap F. Dziwna tańcząca postać ubrana w zabawny frędzlowaty kostium to żółtolud odcięty od świata zewnętrznego. Jego jedyną formą kontaktu z rzeczywistością jest ruch, który przeradza się w ekspresywny, targany silnymi sprzecznymi emocjami taniec. Postać ukazuje się jako pewnego rodzaju rebus, zagadka. Lud prezentuje autoportret artysty, który postanowił wystawić własną osobę na pośmiewisko nie do końca jednak chętny do oglądania wzbudzanej reakcji. Kolejna dzieło pt. Cement zostało przez nas pominięte, brak obrazu na ekranie wzbudził niechęć (przyjęliśmy zatem zasadę nie mówimy o czymś czego nie widzimy, bo też nie do końca za dobrze mi to wychodziło). Kolejną pracą, która zwróciła naszą uwagę to obiekt o nazwie Full Screen. Szkielet sześcianu nabity ostrymi kolcami zestawiony z wideo. Praca ta jest metaforą urządzenia pedagogicznego (kłujący obiekt i wydobywające się ze ściany dźwięki nie przywodzą raczej na myśl pozytywnych skojarzeń). W samym jednak zobrazowaniu odwołuje się do pokoju do nauki muzyki, wielkość 1:1 obu pomieszczeń, nawiązania do pięciolinii, i mikrofon wijący się niczym złapany w sidła zwierz, pokazują w sposób umowny system nauczania. Obojgu ukazała się nam od razu Róża (siostra, córka, lat 16, uczennica szkoły muzycznej) stojąca wewnątrz… Było to nasze pierwsze skojarzenie do omówionej pracy. Ominęliśmy chyba z wrażenia jedną pracę, powróćmy zatem do Przedmowy – jednego z najbardziej szokujących filmów artysty. Praca ta również podejmuje tematykę nauczania, a ściślej mówiąc pedagoga (na własnym przykładzie artysta definiuje pewną tezę, którą przedstawia za pomocą wizualnego języka). Wykorzystany przez artystę spreparowany penis wyposażony w nadprzyrodzone zdolności odtwarzania muzyki pełni funkcję poznawczą. Knaf odtwarza dzięki niemu poszczególne utwory, jednocześnie je nazywając. Dochodząc do ostatniego kawałka taśmy magnetofonowej na jaw wychodzi brak jakiegokolwiek dźwięku, co zostaje przez artystę skomentowane: Chuj wie. Bo któż inny jak nie on? Artysta zatem prezentuje penisa jako organ wszechwiedzący, jednocześnie obnażając symboliczną funkcję tego narządu. Zarówno ta praca, jak i pozostałe obnażają pewien kierunek poszukiwań twórczych artysty, który nie oddziela od swoich dzieł ważnego i jak widać bardzo wpływowego aspektu bycia profesorem, nauczycielem, wzorem do naśladowania dla odbiorców. Wystawę wieńczy (w naszym przypadku) praca Stoisz na moim miejscu, w której artysta formułuje swoje wyznanie wiary na zasadzie artystycznego credo skierowanego do widza. Trzask! …spadamy!

Ja: Co ty tato na to?

Tata: W zasadzie to sztuka mediów nie leży w kręgu moich zainteresowań. Niewątpliwie wynika to z faktu, iż jest to nowa w miarę młoda forma kreowania rzeczywistości artystycznej bardziej zrozumiała dla pokoleń wyrosłych w czasie gdzie urządzenia medialne są powszechnym gadżetem uzupełniającym codzienność funkcjonowania. Po drugie w naszym kraju przed transformacją sztuka reprezentująca nowe trendy zarezerwowana była dla dużych ośrodków, a nie małomiasteczkowej ludności wychowanej raczej na tradycyjnych sposobach tworzenia i odbioru sztuki. Dlatego zderzenie się tradycyjnego sposobu kontemplowania sztuki z przedstawianiem myśli poprzez video obraz może szokować i oburzać.

Pięćdziesięcioparolatkowi trudno jest akceptować dzieło w postaci zapisu na taśmie wideo. Jeśli dzieło artystyczne ma wywoływać emocje to niewątpliwie każde działanie może pretendować do artystycznego tworu. Mi osobiście taki sposób kreowania artystycznego przekazu nie odpowiada. Moje odczucia są jak Cement przedstawiane w obrazie ukazującym pusty obraz. Swoją reakcję na przedstawione działania artysty przyrównałbym do postaci manekina skrępowanego na krześle. Więźnia zmuszonego do odbioru informacji, która nie wchodzi w ramy akceptowalnej normalności. Pozostaje tylko trzask i spadam.

Magdalena Kreis

Mamo, czy wyobrażasz sobie siebie przebraną w żółty frędzlowaty kombinezon podskakującą w epileptycznym tańcu?

Na wystawę Leszka Knaflewskiego Stoisz na moim miejscu w Centrum Sztuki WRO zabrałabym moją mamę – rocznik ’61, pediatra, raczej nie bywa na wystawach. I raczej też nie wyobraża sobie siebie w żółtym kombinezonie. Jeśli już to w żółtym fartuchu.

Sądzę, że musiałabym poprowadzić moją mamę przez całą wystawę. Gdyby sama zaczęła oglądać prace pewnie szybko by się zniechęciła, nie wiedząc o co chodzi. Na początek zatem proponuję podział prac na trzy kategorie, co może ułatwić ich odbiór. Ponadto spacer po wystawie, według zaproponowanych kategorii nie zmienia kuratorskiego układu prezentowanych dzieł. A zatem:

kategoria I: proces – Sit Down and Fight, Stoisz na moim miejscu

kategoria II: zniewolenie – Full Screen, This is the soundtrack, Cement

kategoria III: niewiedza – Złap F., Preface

Przy pierwszej pracy – prezentowanej na mezzanino – zachęciłabym mamę do tego, by usiadła na jednym z foteli. Myślę, że nie miałaby odwagi, żeby usiąść na dziele sztuki. Bo przecież coś, co stoi w galerii to dzieło sztuki, do którego nie powinno się zbliżać, na pewno się go nie dotyka, nie wspominając już o siadaniu. Artysta zachęca jednak do tego, choćby przez to, że pierwszy człon tytułu brzmi sit down.

Siedząc już wygodnie na fotelach wykonanych z kabli można zacząć rozmowę. Rozpoczynamy od pytań, domyślania się i szukania tropów. Np.: Jak myślisz, dlaczego fotele zrobione są z kabla? Czy widzisz początek i koniec kabla? Z czym kojarzą ci się takie głośniki? Czemu ten kabel jest aż tak długi? Próbując odpowiadać sobie na te pytania, możemy dojść do tego, że artysta prezentuje w ten sposób drogę, którą pokonuje dźwięk. Prezentuje proces tworzenia np. muzyki od momentu jej nagrania, aż do momentu odsłuchania jej na domowych głośnikach. Droga ta jest długa. Mogą się zatem pojawić kolejne pytania: czy zdajemy sobie z tego sprawę? Czy jesteśmy sobie w stanie wyobrazić proces twórczy, który może być długi i męczący, jak np. nocny dyżur w szpitalu?

Podobnego zagadnienia dotyka kolejna praca, czyli Stoisz na moim miejscu, video prezentowane na piętrze. Dla mnie ta praca jest niezwykle zabawna. Pamiętam, że gdy pierwszy raz ją zobaczyłam, jeszcze nie do końca wiedząc o co w niej chodzi, wywołała u mnie radosne zaskoczenie. Sam motyw zbijania żarówki, postawionej w miejscu piłeczki golfowej, wydał mi się doskonale prosty i sprytny. Zachęciłabym mamę, by na początek zobaczyła pracę bez dodatkowego komentarza, nawet bez znajomości tytułu. Później warto byłoby zaznaczyć, że pomiędzy kolejnymi sekwencjami, w których artysta zbija żarówkę kijem golfowym, pojawiają się tytuły jego wcześniejszych prac. Pytania, która można zadać w tym miejscu to np.: z czym kojarzy się żarówka? Czy jeśli zakładamy umowną kategorię o tytule proces dla poprzedniej i tej pracy, to na czym tu polegałby ów proces? Po ostatniej sekwencji pojawia się tytuł oglądanej pracy video. Można zatem domyślać się, że kolejne rozbija żarówki to następujące po sobie działa. Każda kolejna praca gasi blask poprzedniej.

Za nami proces, czas na kolejną kategorię, którą jest zniewolenie. CementFull Screen to obiekty, którym towarzyszy video This is the soundtrack. Jako pierwszą proponowałabym tę bardziej dosłowną, czyli Cement. Co widzimy? Mężczyzna ubrany w garnitur, przywiązany kablami do biurowego krzesła. Na głowie ma worek, na szyi niewielki monitor przedstawiający krocze przykryte papierową maską. Czy ta maska coś nam przypomina? A może chodzi o Krzyk Muncha, czy słyszymy zatem jakiś krzyk? Zniewolone jest ciało: przez biurowy uniform, przez przywiązanie do krzesła kojarzącego z korporacyjną posadą, również przez swoją niemożliwość wykrzyczenia się seksualnego. Kogo może przypominać taka postać? Czy taka postać może być symbolem naszych czasów, ciągłego stresu związanego z pracą, zarobkami, kredytami? Na te pytania możemy sobie próbować odpowiedzieć, ale mogą też zostać kwestią do przemyślenia.

Kolejne prace to kolczasta klatka (Full Screen) i video z wijącym się mikrofonem na kablu (This is the soundtrack). Czy wymiary klatki mają jakieś znaczenie? Co taka klatka może przypominać? Czy można wejść do środka? Nawet trzeba, gdy chce się czegoś nauczyć! Tu mogłabym się odwołać do moich niedawnych i długich rozmów z mamą o studiach, o tym jak wyglądają jak wygląda to dziś i to jeszcze na ASP, a jak wyglądał jej proces edukacji. Zdarza nam się rozmawiać na ten temat i często dochodzimy w rozmowie do punktu, w którym mama wspomina swoje studia medyczne, które jej zdaniem trudno porównać do jakichkolwiek innych. W tym miejscu warto byłoby dodać, że klatka ma wymiary odpowiadające przestrzeni salki do ćwiczeń w szkole muzycznej. Ale obiekt ten może być symbolem edukacji w ogóle – pewnego schematu, zniewolenia, które realizuje się przez plany zajęć, narzuconych wykładowców, sposób weryfikacji wiedzy, oceniania, zdobywania tytułów naukowych itd..

Przechodzimy do ostatniej kategorii, którą nazwałam niewiedza. Zaczynamy od pracy Preface. No właśnie, przedmowa, więc jak zacząć? Po pierwsze penis jest sztuczny. Po drugie służy do odsłuchiwania utworów z taśm magnetofonowych przypiętych do marynarki. Poczekajmy zatem co się stanie. Artysta, a raczej jego penis odgaduje kolejne utwory muzyczne. A co dzieje się na końcu, przy ostatniej taśmie? Rzucone bez żenady chuj wie. W tym miejscu zapytałabym mamę co myśli o takim stwierdzeniu – bezpośrednim, dosadnym, a nawet prostackim. I do czego może to być przedmowa? A może zakończona takim sformułowaniem nie potrzebuje już następujących po niej elementów? Czy takie hasło nie jest rozbrajająco dosłowne i prawdziwe? Czy można tak po prostu czegoś nie wiedzieć?

Tour po wystawie kończymy na pracy Złap F. Ustaliłam, że ta praca będzie ostatnia, ponieważ jej treść stała się zaczepnym pytaniem, które mogłabym zadać mojej mamie. A zatem: czy wyobrażasz sobie siebie przebraną w żółty frędzlowatym kombinezon podskakującą w epileptycznym tańcu? Jeśli założyłyśmy, że ostatnią kategorię prac nazywamy niewiedza, to o jaką niewiedzę może tu chodzi? Z czym albo z kim kojarzy się żółta postać podskakująca na ekranie? Dlaczego pokazywana jest właśnie na ekranie telewizora? Z jakiej bajki pochodzi podobny stwór? Wielki żółty ptak z Ulicy Sezamkowej, no jasne! Żółty stwór pokazywał dzieciom, że nie wszystko trzeba od razu rozumieć, że można się mylić, że warto przyglądać się zjawiskom, zadawać „głupie” pytania, nie przejmować się, że czegoś się nie wie. Żółty ptak powinien oprowadzać po wystawach! Postać podskakująca na ekranie telewizora, tańcząca bez podkładu muzycznego, to artysta przebrany w żółty frędzlowaty kostium. No i wracamy do początkowego pytania o to, czy mama zechciałaby / odważyłaby się, żeby skakać w takim stroju? Czy tylko artysta może się w ten sposób ośmieszać? Czy artysta, który jest jednocześnie wykładowcą, może występować w takim stroju? Czy (tylko) artyście wypada być niepoważnym?

Nie bez powodu podałam rok urodzenia mamy na początku tekstu – z Knaflewskim są właściwie rówieśnikami. Na koniec spaceru po wystawie postarałabym się naprowadzić moją mamę na jej żółte stroje, uniformy. Kiedyś, zdziwiona wyciągnęłam z pralki fartuch mamy, który nie był biały. Zaczęłam drążyć: dlaczego żółty? Czy tak można? Kolorowe fartuchy w szpitalu? Jak na to reagują pacjenci albo inni lekarze? Moja mama uznała wtedy równie beztrosko, „prawie” jak Knaflewski w Preface: czy ja wiem?! I właściwie, co mnie to obchodzi?! Jako pediatra pracuje z dziećmi, a dzieci przecież boją się białych fartuchów. Zdecydowała się zatem na żółty fartuch, nie licząc się z opinią innych.

O autorze

Leszek Knaflewski (ur. 1960, zm. 6.09.2014) tworzy instalacje, obiekty, fotografie, rysunki, pracuje z wideo i audioperformansem.

Profesor Uniwersytetu Artystycznego w Poznaniu. Kierownik Pracowni Audiosfery Katedry Intermediów Wydziału Komunikacji Multimedialnej. W latach 1980—85 studiował malarstwo w PSWWP w Poznaniu. Współtworzył grupę Koło Klipsa (1983—1990). Współpracował z formacjami muzycznymi: Rasa, Sten, Socrealizm, Art Sound Project, Drum Machina, KOT.

Knaf, bo takim pseudonimem posługuje się od historycznej / legendarnej wystawy Galerie lat 80. w warszawskiej Zachęcie w 1990 roku, bardzo często wykorzystuje w swoich kompozycjach przedmioty gotowe, rzeczy codziennego użytku, jak stare szafy, walizki, kołdry, prześcieradła, ręcznie robione koronki oraz elementy przyrody (korzenie, torf, wodę). Naturalne, organiczne materiały w połączeniu z przedmiotami zapożyczonymi z obszaru kultury materialnej niosą ze sobą ładunek o ogromnej sile ekspresji i ukrytych, niejasnych znaczeniach. Prace Knafa mają wielowymiarową wymowę, są otwarte na skojarzenia, silnie oddziałując na wyobraźnię.

Prace artystyczne prezentował na kilkudziesięciu wystawach indywidualnych, m.in. w Galerie Kubus w Hannoverze, Galerie Atelier 340 w Brukseli, Galerie X Art Space w Atenach, czy rodzimych: Galerii Miejskiej Arsenał w Poznaniu, Galerii Wschodniej w Łodzi, Galerii BWA w Słupsku, CSW Zamku Ujazdowskim w Warszawie. Brał udział w wystawach zbiorowych w Polsce, Grecji, Belgii, Niemczech, Hiszpanii, USA, Japonii.

Mieszka i pracuje w Poznaniu.